Wysłać mnie w góry, wziąć popcorn i patrzeć

Jeśli chcesz wiedzieć czego na pewno nie można robić podczas testowania”Władcy Pierścieni” – zapraszam :)

Wszystko zaczęło się dość niewinnie – takie tam czterodniowe chodzenie po górach. Za wielką namową („Chcesz iść w góry” -> „Jasne”) postanowiłam udać się na odkrywanie naszych pięknych Karkonoszy.

Do wyjazdu, jak to ja, zabrałam się bardzo poważnie:

  • Po pierwsze noclegi zamówione- muszę mieć pewność, że będzie na mnie zawsze czekało łóżeczko i prysznic. Wyprawa miała miejsce podczas długiego weekendu, więc trzeba było to już mieć gotowe miesiąc wcześniej (potem schroniska też muszę każdego przyjąć, tylko będzie czekała na Ciebie jedynie podłoga i Twój niesiony na pleckach śpiworek)
  • Trasa przygotowana – na szczęście od razu ta zaplanowana przeze mnie została zmieniona przez znające się na tym osoby – inaczej już w pierwszym dniu bym padła trupem (przecież 10 godzin chodzenia dziennie patrząc na mapę to wcale nie tak dużo)!
  • Lista rzeczy potrzebnych na wyjazd zaktualizowana – część rzeczy pożyczonych, część świeżo kupionych.
  • Dodatkowe baterie do ładowania komórek naładowane – w pewnym momencie okazały się must have :)
  • Gromadka rzeczy uważanych za potrzebne, które po sprawdzeniu miejsca w plecaku okazały się jednak wcale niekonieczne do zabrania, odłożona
  • Mapa zakupiona, inne dokumenty są – można ruszać!
  • Chleb upieczony (z wrażenia zapomniałam wziąć zakwasu i teraz muszę sobie radzić bez niego)

Wszystko na dzień przed zapowiadało się pięknie, dlatego z super nastrojem pojechałam na poszukiwanie przygody!

Pierwszy dzień – najkrótsza lecz najbardziej stroma trasa na Szrenicę – okazał się moją największą próbą. Już w 1/3 trasy wiedziałam, że wypicie nawet pół szklanki piwa, grzańca i próbowanie nalewki nie jest dobrym pomysłem.  Pomimo całkiem małego plecaka okazało się, że moja forma jest beznadziejna. Nie dość, że zaczęło mi brakować oddechu, to jeszcze dostałam zawrotów głowy (niedobre okulary wcale mi nie pomogły). Z wielką pomocą całej ekipy udało mi się doczłapać (dokładnie o to słowo mi chodziło – licz do 30 kroków i przerwa) na górę. Mijani, pełni radości ludzie działali mi na nerwy, nie miałam siły nawet mówić (co w moim przypadku oznacza, że było naprawdę kiepsko). Pod koniec chciałam już zawijać wrotki i wracać pierwszym busem do Szczecina – po co mam spowalniać innych i się męczyć?

Widok po drodze

Widok po drodze

Na szczęście żurek z naleśnikami, świetny wieczór z grami, nalewkami i grzanym, pościel w owieczki oraz najważniejsze –  wsparcie całej drużyny uratowały mnie przed rezygnacją. Włączył się też oczywiście wewnętrzny Polak – „Co? Ja nie dam rady?” Zaraz po nabyciu certyfikatu i pamiątkowej żabki ruszyliśmy w kierunku Schroniska Samotna.

Moja wielka duma - prawie jakbym zdobyła Mount Everest

Moja wielka duma – prawie jakbym zdobyła Mount Everest

Drugiego dnia dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy (oczywiście na własnym przykładzie – tu masz moment na spokojne podjadanie popcornu :)):

  1. Można sobie kosmetyki całkowicie odpuścić – jak jest mgła to i tak wszystko Ci spłynie i upodobnisz się do pandy
  2. Plecak warto mieć nieprzemakalny i założyć osłonkę na początku – nie w traKcie – trasy. Nic na pewno wtedy nie przemoknie i nie będzie dziwnie pachnieć
  3. Porządne buty trekkingowe są must have, a nie fajnym gadżetem (szczególnie, jeśli tak jak ja, masz tendencję do upadania). Gdybym wyszła w jakiś innych trampkach lub baletkach raczej już by ten tekst nie powstał. Pamiętaj tylko o ich wypróbowaniu wcześniej (do tej pory czuję ból w miejsach, gdzie mnie uciskały)
  4. Kurtka przeciwdeszczowa i chroniąca przed wiatrem też jest must have – inaczej na pewnej wysokości w listopadzie zamarzniesz (i tak może być zimno, ale trochę mniej). Najlepiej być ubranym na cebulkę – miałam moment chodzenia w krótkim rękawku, w polarze i w całym asortymencie
  5. Jedzenie warto sobie dobrze zaplanować. Branie na 4 dni dwóch paczek płatków owsianych (po 400g każda) wcale nie jest konieczne
  6. Jeśli idąc masz „z górki” nie ciesz się – wiedz, że zaraz czeka Cię droga po górkę. Równina jest jedynie miejscem radości – oznacza to, że jesteś już wysoko i możesz się spokojnie relaksować
  7. Jeśli jest duża mgła trzeba uruchomić swoją wyobraźnię. Nie zdziw się też, że nie zauważysz schroniska – budynki dosłownie przed Tobą wyrastają (tak mnie właśnie zaskoczył budynek telewizji)
  8. Nawet jeśli idziesz trasą turystyczną to zdarzają się momenty, w których masz 3 kamienie i duży spad w dół. Trzeba wtedy opanować (przynajmniej u mnie) drżenie nóg oraz przestać myśleć, że przy takiej mgle helikoptery ratunkowe nie latają (szczególnie jeśli ktoś Ci o tym rano przypomni ;)). Jesteś zdany na siebie i osoby, z którymi idziesz. Od razu jest cieplej i szybciej się idzie
  9. Co do chodzenia – jeśli 4 dni przed wyjazdem dostajesz zakaz chodzenia na siłkę i biegania, to wiedz, że góry też się w to wliczają. Po drugim dniu by wejść do brodzika musiałam podnosić nogę ręką – biodro doszło do wniosku, że sobie odpocznie. Potem było już tylko gorzej :)
  10. Jak zrobi się ciemno, to jest to naprawdę ciemna, czarna jak noc, ciemność. Bez latarki ani rusz – najlepsza jest taka na czoło. Jeśli jednak jej nie masz (tak jak ja), to nie wpadaj na świetny pomysł „pójdę przed Tobą” – wiedz, że zobaczysz wtedy tylko swój cień, nie kamienie, z których masz nie zlecieć :)
Taka tam ścieżka

Taka tam ścieżka

Zmęczysz się, ale będą ładne widoki mówili, a że wszystkie w Twojej wyobraźni to zapomnieli dodać...

Zmęczysz się, ale będą ładne widoki mówili, a że wszystkie w Twojej wyobraźni to zapomnieli dodać…

Z garścią nowych wiadomości i bólów dotarłam do następnego schroniska. Trzeciego dnia mieliśmy już dość lajtową trasę (tylko ok 3 godziny) i piękną pogodę, więc zaczęłam w końcu zauważać sens w tym chodzeniu. Pomimo bólu i wolnego tempa miałam czas na rozkoszowanie się widokami i robienie zdjęć (połowa wyszła z palcem w rękawiczce na pierwszym planie). Ku mojej radości nie miałam już problemów z oddychaniem, więc mogłam też rozmawiać podczas drogi. Było już naprawdę (jak na mnie) dobrze, nie narzekałam już tak bardzo na nogę i ogólnie było lepiej! Dotarliśmy dość wcześnie do schroniska Okraj – naszego końcowego celu.

Obżartuch w swoim żywiole - pieczony serek - mniam!

Obżartuch w swoim żywiole – pieczony serek – mniam!

 

W dwa i pół dnia udało się nam zrealizować wędrówkę Froda opisywaną przez 2 i pół tomu! Pełni nadziei oraz z burczącymi brzuchami ruszyliśmy na poszukiwanie czeskich serów i piwa. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zostaliśmy poinformowani, że w listopadzie Czesi mają wolne! Musieliśmy się więc zadowolić schroniskowym jedzeniem (naprawdę dobrym) podawanym przez bardzo zabawną rodzinę (udało nam się dowiedzieć, że byli dzień po imprezie, dlatego mieli takie świetne, nieogarnięte, humory).

Takie piękne widoczki miałam :)

Takie piękne widoczki miałam :)

Znalezione u współlokatora

Znalezione u współlokatora

Ostatniego dnia został nam już jedynie powrót. Pełni energii przeszliśmy ostatni kawałek drogi, delikatnie wymijając wszelkie napotkane utrudnienia. Szłam z wielką dumą – udało mi się przełamać wewnętrzne bariery, wyjść całkowicie z mojej strefy komfortu, zastanowić się nad sobą i tym, co jest dla mnie najważniejsze i spełnić moje marzenie (no dobra, tak naprawdę chodziło o to, że przetrwałam i nie padłam w połowie drogi, ale ładniej tamte podsumowanie brzmi)! Przede wszystkim jednak – pomimo tego, że do domu dotarłam w japonkach wyglądając jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł trzy razy – udało mi się dojść!

I did it!

I did it!

Wszystko to jednak dzięki wsparciu zarówno od osób ze mną podróżujących (którzy cierpliwie znosili moje przystanki i narzekania), jak też rozmawiających ze mną przez telefon (macie u mnie wszyscy grzane wino z goframi w gratisie). WIELKIE DZIĘKUJĘ i chętnie wybiorę się z Wami następnym razem!

Spodobał Ci się mój wpis - polub go lub się nim podziel!
  • Karina

    Asiu – jestem z ciebie dumna i bardzo zazdroszczę. Nabierz wprawy w łazikowaniu to kiedyś może poprowadzisz mnie :)

    • JaDamska

      Dziękuję (właśnie urosłam o jakieś 10 cm) – ale mam jednak wrażenie, że to Ty mnie będziesz prowadzić. Następnym razem idziemy razem!:)

  • Jacek

    Zakwas? 😀
    Na wyjazd ze sobą w góry? 😀

    Myślałem, że w góry się jedzie właśnie po zakwasy? 😉

    • JaDamska

      Zakwasy znalazłam już pierwszego dnia, zakwasu na chleb już niestety nie było – na pewno Ci uśmiechnięci ludzie co nas mijali zabrali cały:)

  • A mi się łezka w oku kręci, że odwiedziłaś moje górskie trasy podstawówkowo-licealne, aż nabrałem ochoty, może do wiosny mi przejdzie?

    p.s. smażony ser to zuo!

    • JaDamska

      Nie czekaj aż Ci przejdzie, tylko idziemy razem :) A ser był naprawdę gites, dlatego wieczorem był już cały wykupiony 😉