Słowotwórstwo, czyli o zmianie w nazwach zawodów słów kilka

Siedzę w samochodzie, planuję już następny tekst. Bez żadnego ostrzeżenia pada – psycholożka, ministra, politolożka. Próbuję wrócić do moich poprzednich myśli, staram się, kombinuję, ale nie mogę – bo to ostatnio modne „feminizowanie” zawodów, mi jako kobiecie, nie leży.

Tak, jestem kobietą, walczę o nasze prawa (nie na ulicach, ale swoim działaniem), pomagam innym w rozwoju i z każdego nawet małego sukcesu się cieszę. Jednak dodawanie też śmiesznej końcówki irytuje mnie niesamowicie, ponieważ brzmi po prostu śmiesznie. „Bo wiecie, ona nie jest prawdziwym psychologiem, to psycholożka, można jej wybaczyć” –  od razu przychodzi mi do głowy.  Przypomina mi się też reklama (nie pamiętam dokładnie czego), gdzie dziewczynka pomyliła się i mówi „Chyba zostanę psycholożką”. I jeszcze te nowe dylematy – a kobieta nurek to nurka? Mam wrażenie, że za każdym razem, jak tworzymy te potworki językowe umniejszamy osobie wykonującej zawód.

Czemu jak chcemy zaistnieć w „męskich” zawodach to robimy to w tak głupi sposób? Nie wiem jak Wy, ale ja mam na to inny pomysł:

2015-04-29 Ukobiecanie zawodów

Nie chodzi o zmianę nazwy zawodu, tylko o jego promowanie wśród kobiet. Jeśli już nauczymy się danego fachu i zdobędziemy doświadczenie, to uczmy się wzajemnie, wspierajmy i pomagajmy pokonać barierę wejścia (tak, są miejsca w których dalej dla kobiet jest ona dość duża). Duża rola jest tutaj mężczyzn w naszym otoczeniu – Panowie- wspierajcie swoje kobiety, to Wam może wyjść tylko na plus!

Zajmie to wiele czasu, ale wolę taką drogę niż tworzenie śmiesznych, umniejszających kobietom, nazw zawodów!

 

 

Spodobał Ci się mój wpis - polub go lub się nim podziel!
  • w sedno! Zawsze mnie śmieszą te damskie odpowiedniki zawodów. Toć to już lepie dodać z przodu „Pani…”. Albo nic nie dodawać, w końcu kobieta też człowiek 😛 A jak już jesteśmy w temacie to najbardziej rozwala mnie poliTYCZKA.

    • Ja się dalej zastanawiam jak brzmiałaby odmiana handlowca – handlowczyni, handlowiczka? A kierowca to kierowczyni, kierowniczka czy kierownica?

      • Kierowczyni, coachini – a dlaczego nie? Język też kształtuje świadomość – jeśli nie zaczniemy używać żeńskich form, będzie więcej roboty z promocją standardowo męskich zawodów. A śmiesznie to by brzmiało Pan Przedszkolanka – więc nie czepiajmy się. Jestem filolożką z wykształcenia i wystarczy poczytać historię języków, żeby wiedzieć, że do kanonu wchodzą formy używane, czyli to co nam się wydaje śmieszne dziś, jutro będzie w słownikach jako norma. Na to liczę.

        • Możliwe, że ja po prostu nie jestem na to gotowa i potrzebuję więcej czasu. Wiem, że odmiana jest gramatycznie poprawna i prof. Miodek ją popiera. jednak przez lata stosowalismy inne rozróżnienie płci w zawodach – cytując Radę Języka Polskiego:

          „Językoznawcy od dawna opisywali pary rzeczowników takie, jak ten inżynier i ta inżynier, ten minister i ta minister, ten psycholog i ta psycholog, i wskazali, że jeden z nich odnosi się do mężczyzny, a drugi do kobiety. Znajduje to wyraz w ich użyciu w zdaniu, por. Rozmawiałem z ministrem (mężczyzną) i Rozmawiałem z minister (kobietą), Minister podpisał rozporządzenie i Minister podpisała rozporządzenie, Nowy minister przyszedł i Nowa minister przyszła. We wszystkich przytoczonych wyżej zdaniach jest jawnie wskazana płeć osoby, o której mowa, bez tworzenia odrębnych, pochodnych słowotwórczo, nazw żeńskich.”

          Jednocześnie oni też potwierdzili, ze jeżeli społeczeństwo będzie przekonane do innej odmiany to także jest to poprawne.

          Od tego wpisu minęło trochę czasu i wiedzy – jeszcze bardziej wgłębiłam się w temat, rozumiem intencje i potrzebę, jednak dalej mam wrażenie, że do tematu podchodzimy od drugiej strony. Jest mnóstwo kobiet, które mają niesamowitą wiedzę i to powinniśmy pokazywać, wspierać się, promować wzajemnie a język będzie ewoluował razem z tymi działaniami – powoli, zaczynając od tych stosunkowo świeżych zawodów do starszych. Teraz mam wrażenie, że na siłę skupiamy się na języku i by wprowadzić wszystko już teraz. Pozostawmy odmianę starych zawodów wg do tej pory obowiązującej, jak ta minister, a skupmy się na tym, by nowe zawsze były już w obu odmianach. Po latach, jak już wszyscy (mówię tutaj tez o sobie) przyzwyczaimy się do tego właśnie te stare będą brzmiały głupio, więc je zmienimy.

          Przykład – ostatnio mogłyśmy świętować pierwszą kobietę generał w policji, która bardzo prosiła o nie nazywanie jej generałką. Jednak zamiast wszyscy docenić jej zasługi i cieszyć się z takiego dużego osiągnięcia na stronie feministycznej, którą śledzę i bardzo lubię, pojawiły się dyskusje na temat języka. kilka osób stwierdziło, ze pomimo tego, że ta pani nie chce, by ją tak nazywać to tak będą robić i tyle. po czym różne fronty się starły i zamiast świętowania powstała znów językowa wojna.

          Czy sama zmiana nazwy sprawi, że „męskie” zawody się wypromuje? Wydaje mi się, że niekoniecznie. Jesteśmy coraz bardziej świadome, wiemy, że już nie ma typowo męskich zawodów. To co robimy bardziej zależy od tego, czy w danej dziedzinie się spełnimy. Szybciej rozpromuje dany zawód pokazanie jakie możliwości się w nim dla nas otwierają, co nam on da niż zmiana nazwy. Odkąd pamiętam w dużej części szkół była Pani pedagog – pomimo męskiej nazwy ten zawód się wypromował wśród kobiet.

          Podsumowując, na pewno Twoje marzenie się spełni – wszystkie zawody będą miały swoją odmianę, tylko może nie wszystkie już teraz, zaraz :)