Mój pierwszy raz z Wilkami

Ten moment też kiedyś musiał nastąpić – ich tak wielu i ja jedna…ale było pięknie :)

Piękne niedzielne popołudnie, obiadek rodzinny zjedzony, pyszny tort również (dziękuję Agnieszka), trochę wina i szampana – do pełni szczęścia potrzeba mi było tylko sportu. Nie to żebym od razu sama musiała coś robić – przecież oglądając jak inni ćwiczą ja też na pewno schudnę. Pełna więc energii (tyle cukru) i dobrego humoru wybrałam się razem z Aleksandrem na mecz.

Był to pierwszy mój w życiu profesjonalny mecz koszykówki na żywo (wcześniej byłam tylko na szkolnych i niekiedy oglądałam w telewizji). Szczeciński klub Wilki Morskie grał z AZS Koszalin.

Pierwsze wrażenie – jeszcze przed wejściem – wooow są Burgery! Zaraz potem jeszcze większe wooooooow – jest Centrum Krwiodawstwa!!! Już mi się podoba 😀

Już na wstępie przywitała nas kolejka – na szczęście okazało się, że to do kas – nasze przed wejściem była OK. Korzystając z chwili wolnego czasu postanowiłam – ku przerażeniu Aleksandra – wyciągnąć książkę. Nie nacieszyłam się nią długo, gdyż równo o godzinie 17:00 otworzyły się wrota i wszyscy ruszyli. Nadszedł czas na przyjemności, czyli przeszukanko. Po sprawdzeniu, czy nie wnoszę dziwnych przedmiotów okazało się, że 1,5 litra wody to dla nas trochę za dużo (zapamiętać – muszą być napoje 0,5l nieotwarte). Musieliśmy się z nią pożegnać…

Po chwili byliśmy już w środku. Powitał nas piękny stolik z gadżetami (tyle gadżetów, wow, uszanowanko). Nabywszy szalik poszliśmy do naszego sektora i pozostało już tylko rozkoszować się meczem.

Zaraz po usadowieniu się na miejscu zaczęłam sprawdzać moją check-listę i okazało się, że:

  • parkiet jest – nawet wszystko widzę,
  • bębny są – jak na obrazku poniżej – w bardzo bliskiej odległości. Będzie głośno, będzie się działo
    Doping się szykuje
  • miejsce w części kibiców – jest
  • piłkarze na rozgrzewce – są
  • parkiet wytarty – jest

Panowie wycierają parkiet w czasie rozgrzewki

  • samochód do kupienia – jest
  • wielki balon Radia Szczecin latający nad boiskiem – jest

Balon

  • VIPy (oczywiście o mnie chodzi) – są

Wszystkie punkty pięknie odznaczone, ale było jeszcze coś, co mnie szczególnie „kupiło”. Wspomnienia o tym przewijały się przez cały mecz i nie ma tego w piłce nożnej (nie chodzi mi o cheerleaderki – to była radość Alexa). Mianowicie w rogu sali było świetnie przygotowane miejsce zabaw dla dzieci. Nie dość, że był tam kosz z piłką, to jeszcze Klaun i Maskotka drużyny. Tak więc moi drodzy na mecze koszykówki chodzi się całymi rodzinami.

Tańczące z Wilkami z Maskotką

Tańczące z Wilkami z Maskotką

Dochodząc do samego meczu (nie znam się, więc się wypowiem)- był bardzo dynamiczny oraz wyrównany. Od dopingu  gardło mnie bolało (o rękach od klaskania nie wspomnę) . Do samego końca miałam nadzieję na zwycięstwo Wilków. Spotkanie zakończyło się 69:75 dla AZS, ale przeżycia są niesamowite. Ciągle się coś dzieje, nie ma czasu nawet na sweet focię na fejsa.

Jedyne co smuci, to zostawianie śmieci po meczu – nie potrafię tego zrozumieć. Przecież bitelka, czy kartka papieru nie waży tony – rączka od podniesienia nie odpadnie!

Polacy tu byli...

 

Podsumowując moje przeżycia – było bardzo kulturalnie, świetnie zorganizowane, pełne emocji, z rodzinną atmosferą. Planuję chodzić teraz na każdy, grany w Szczecinie, mecz Wilków Morskich!

Zdjęcie tytułowe: valdoval.blogspot.com

Spodobał Ci się mój wpis - polub go lub się nim podziel!
  • Jacek

    Bez słitfoci..?

    • JaDamska

      Nawet nie wiesz jak ja żałuję – a tak by pięknie do wpisu pasowała…